|
|
2009-09-22
nowe kierunki
|
Ojej, nieźle się zaniedbałem. Ponad półtora roku tu nie zajrzałem i pewnie wszyscy inni też już zapomnieli o słowach i obrazach z tego blogu. Ale to nic. Najważniejsze, że chociaż wtedy przez jakiś czas byliśmy razem.
Od tamtego czasu pracowałem przez pół roku w częstochowskiej telewizji lokalnej, a okresie od listopada 2008 do stycznia 2009, współpracowałem przy dwóch programach rozrywkowych lokalnej telewizji z Opola. Po tych wydarzeniach moje telewizyjne przypadki toczyły się różnie i współpracowałem z telewizją lokalną w moim rodzinnym mieście.
W każdym razie skupiłem się najbardziej, bądź raczej usiłowałem się skupić na sprawach naukowych. Jakoś się udało i skończyłem studia magisterskie. Często myślałem o przyszłości.
Teraz próbuje się zająć życiem realnym. Różnie to idzie... |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2008-04-30
ostatni dzień kwietnia...
|
Ostatni dzień kwietnia upłynął mi w pracy ze skupieniem uwagi na kręconym przeze mnie w ostatnim czasie długim programie. Sam widzę, że muszę się jeszcze sporo nauczyć i wypracować u siebie automatyczność kontroli małych rzeczy. Bo przez nie uwagę lub brak sprawdzenia jakiegoś szczegółu - wszystko może się zawalić.
Ale też tego dnia szef kazał mi wypełnić formularze z danymi potrzebnymi do podpisania umowy zlecenia o pracę w charakterze kamerzysty-montażysty. Sama umowa ma być podpisana później, bo musi tego dokonać ktoś z zarządu spółdzielni, a idzie właśnie majowy weekend.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-27
|
Piątek to dzień z formalnym podaniem do szefa telewizji. Czyli, co prawda napisanie i przekazanie podania o pracę to rzecz spotykana codziennie w wielu miejscach. Jednak to jest wyjątkowa sprawa, bo sam szef mi kazał napisać na szybko jakiś tekst dla formalności, by to zanieść do zarządu spółdzielni. No, i pisałem na szybko w redakcji. Mam nadzieję, że będzie szybko rozpatrzone i to pozytywnie.
Chociaż dzień był nerwowy, bo coś się działo z programem do montażu i jednym z komputerów. W dodatku ja nie zajarzyłem pewnego elementu montażu i źle wykonałem zadanie. A jak tego by było mało - dostałem małe upomnienie od szefa o konwenansach. Konkretnie, że nie wchodzi mu się do biura, gdy ma gości, nawet przy otwartych drzwiach. wyjątek to poinformowanie o telefonie i dzwoniącej osobie. Ale była jazda...
A sobota to dzień z żółty światłem od rektora na uczelni. Nie istotne o co poszło, bo ufam, że konflikt ten zostanie rozwiązany pomyślnie i bez negatywnych konsekwencji.
W każdym razie dziś niedziela promocji mojej uczelni w diecezji. I spotkania informacyjne w parafiach. I się tak ciekawie złożyło, że na Mszy w duszpasterstwie a potem na krótkim spotkaniu był obecny sam rektor. Chociaż swoje bóle mam, to i tak się cieszę z tego spotkania.
Po obiedzie dziś wybrałem się na wycieczkę rowerem po okolicy miasta, czyli na Jurę. Trasa przejazdu to: Częstochowa-Srocko-Olsztyn-Przeprośna Górka-Rędziny-Częstochowa. Nie wiem właśnie jak, ale trafiłem do Rędzin, co jest z zupełne innej strony niż Olsztyn. Skutkiem tego narobiłem sporo tych kilometrów. Ale warto było, bo posiedziałem sobie trochę na skałkach i patrzyłem na ruiny zamku w Olsztynie, a potem trafiłem nie wiem jak do sanktuarium o.Pio na Przeprośnej Górce.
W każdym razie jakoś, nie znając drogi trafiłem z powrotem do domu. Czyli norma, bo jak ja się wybiorę rowerem lub piechotą w trasę, to lubię wejść w teren mi nie znany i iść, a potem szukać powrotnej drogi. To już moje takie skrzywienie po działalności w drużynie harcerskiej, a wypielęgnowane później na austriackiej ziemi w czasie pobytu na wolontariacie zagranicznym.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2008-04-23
ostatni tydzień nauki się zacznie?
|
Wczoraj szef w telewizji zapytał o konkrety z mojej strony, a też przedstawił swój plan, że od pierwszego maja może zacznę normalnie pracować. Zależy to tylko od tempa nauczenia się składania całej ramówki programu i przygotowania wszystkiego, co wiąże się z emisją i wrzuceniem materiałów do netu.
Zatem od dziś zaczęła się nauka drugiego etapu. Mam nadzieję, że pójdzie szybko. No, i sprawa tylko samochodu...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-19
trochę smutny dzień...
|
Dziś wraz z całą grupą studentów pożegnaliśmy jednego z nas. Po zmaganiach z chorobą odszedł od nas Michał, student z mojej grupy.
Niech odpoczywa w pokoju!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-18
po niedzieli nauka ramówki
|
Czwartek był na szczęście lepszy. Rano robiłem z Markiem dwa pozostałe z poprzedniego dnia newsy. Poszło w miarę szybko, i po wyjeździe ekip w teren zająłem się w redakcji montażem kręconego niedawno materiału na dłuższy program o historii teatru w Częstochowie. A po powrocie ekip dostałem zadanie montowania newsów jednej z grup redakcyjnych. I na szczęście też poszło w miarę szybko i wyrobiłem ze zrobieniem informacji przed rozpoczęciem programu.
Szef dziś mi oznajmił, że w następnym tygodniu, po powrocie Darka zajmę się nauką składania ramówki programu. A po tym Darek ma wydać swoją opinię o moich postępach, po czym szef podejmie już ostateczną decyzję. Mam nadzieję, że zajmie to tylko początek następnego tygodnia.
A dziś, czyli w piątek, zawaliłem materiał, bo nie ustawiłem mikrofonów. Skutkiem tego było ponowne wyjście na materiał do sondy. Na szczęście dźwięk z materiału newsa był w miarę dobry, to został zrobiony. Jednak czy pójdzie, to zależy od redaktora wydania informacji.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-16
środowy surwiwal z Markiem
|
Już poprzedniego dnia usłyszałem słowa jednego z pracowników telewizji, że lepiej może mnie nie puszczać z Markiem na materiały, bo moge nie przetrwać. No, i się stało! Kręcenie i powrót do studia całkiem w normie i o standardowym czasie, czyli trochę przed czternastą. A potem się zaczeło, jak trzeba było montować. Nie mam jeszcze dobreh wprawy, by robić to tak szybko, jak pozostali operatoży-monterzy. A dodatkowo, na pracę z Markiem narzekają podobno wszyscy. Jak sam widziałem, ma dobry system pracy, bo przegląda dokładnie nakrecony materiał a potem długo myśli na d poszczególnymi zdaniami tekstu. Jednak czasem za długo... i w połączeniu z moim obecnym tempem montażu, dało to efekt sporego opóźnienia. Do tego, w montażu jednej z informacji coś się stało, choć nie wiem, co... i materiał poszedł na antenę bez dźwięku w dwóch miejscach. Zrobiliśmy tylko dwa materiały, jeden kończyłem wieczorem.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-12
trochę sportu i nowi znajomi
|
Od dziś zaczynam nieco rozrywki fizycznej, a konkretnie trochę sportu. Niedawno spotkałem starego znajomego, z którym przebywał u rodziny goszczącej w Zagrzebiu na spotkaniu noworocznym Taize w grudniu 2006 roku. Dowiedziałem się od niego paru ciekawych rzeczy. Skutkiem tego spotkania jest przyłączenie się do grupy ministrantów w personalnej parafii akademickiej w Częstochowie a przy okazji różnych zajęć duszpasterstwa akademickiego także udział w rekreacyjnych spotkaniach na małe mecze siatki, koszykówki i piłki nożnej. Choć osobiście wolę sporty ręczne.
Dzisiejsze popołudnie i wieczór upłynęło zatem z dużą dawką zespołowej gry sportowej. Jestem zmęczony, ale i szczęśliwy. Mam nadzieję, że te sportowe spotkania, pomogą mi utrzymać dobrą formę fizyczną i zdrowie, a działalność w DA wzmocni mnie duchowo.
Tylko w pracy operatora kamery jakoś w piątek mi nie poszło. Tomek podwiózł mnie do ratusza, gdzie miałem nakręcić rozmowę dyrektora muzeum z jego gościem do trzeciego odcinka programu o mieście. No, i jak oglądałem nakręcony materiał, to myślę, że jak zobaczy je szef i i mój instruktor, to odpowiednio to skomentują, czyli mnie ochrzanią. Sam widzę, że w kwestii długich programów, to potrzebuję więcej praktyki, bo newsy jakoś mi idą. Ale konkretnie to się dowiem w poniedziałek, gdy przyjdę do redakcji.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-10
pierwsze konkrety
|
Środa, dziewiąty dzień kwietnia, czyli drugi dzień samodzielnej próby w pracy operatora kamery, wypadł lepiej. Nagranie zawierało, to co powinno być. Jakość jeszcze tylko nie do końca dopracowana, ale szef określił, że źle nie jest, a dalej to już kwestia tylko praktyki.
W pewnej chwili byłem zaskoczony, bo szef poprosił mnie i mojego nauczyciela sztuki operatorskiej na rozmowę do swego biura. I stało się...
Przedstawił mi pierwsze konkretne decyzje. Parafrazując jego słowa, mogę napisać, że chce mnie zatrudnić. Jednak czas dokonania formalności zależy od wyrobienia tempa produkcji i montażu newsów oraz od tempa i czasu opanowania składania ramówki informacji.
Czyli rozpoczynam kolejny etap nauki i zaczynam się uczyć składania całego wydania wiadomości.
A czwartek... w sumie jak każdy do tej pory dzień. Bez samochodu i tylko jeden dziś news z dnia otwartych drzwi w pobliskim gimnazjum. |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-09
|
Wczoraj to zawaliłem materiał. Pierwszy dzień z samochodem od taty i samodzielnie z reporterem. Zapowiadało się całkiem fajnie, bo wszystkie nagrania poszły szybko i bardzo wcześnie wróciliśmy do studia. Jednak to się okazało być zbyt prawdziwe. No, i po skopiowaniu materiału na kompa okazało się, że dźwięk był nagrany mikrofonem nie reporter, ale tym, który jest w kamerze. Skutkiem był kiepski i słaby głos wypowiedzi. Na szczęście nakręcone obrazki nie były w miarę dobrze. Czas montażu także został określony przez mojego nauczyciela, jako średni. Konkretniej chodzi o to, że dziś tempo montowania dwóch wiadomości nie przekrczyło godziny. Średnia to trzy lub cztery newsy na godzinę. I to muszę na początek osiągnąć. Jak sam widzę, to muszę poćwiczyć jeszcze biegłą obsługę kamery, bo to jest dziedzina, w której dziś zawaliłem pierwszy samodzielny materiał.
Jutro drugi dzień samodzielnej próby.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-02
awaria... :(
|
Dzisiaj zdarzyła się ciekawa niespodziewana akcja. Sieć energetyczna miała jakąś awarię. Skutkiem tego był brak prądu w redakcji przez jakąś godzinę. Na szczęście wszystko szybko wróciło do normy. Tylko program był puszczony z jedną godziną opóźnienia.
Życie na tzw. własną rękę jest z pewnością trudne. W czasie pobytu w Austrii, widziałem że na sprawy codzienne idzie czasami dużo pieniędzy. Ale jak wczoraj zrobiłem zakupy, to w polskich złotych jest podobnie. Wystarczy kupić kilka rzeczy, a kasa z portfela leci...
ps. szukam sponsora lub wsparcia :) |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-04-01
przeprowadzka
|
0statni dzień marca to dzień pełen wrażeń. Tego dnia zmieniłem adres zamieszkania. Nie jest to na stałe, ale przeniosłem się do Częstochowy. Przyjaciel ze studiów przedstawił mi ciekawą propozycję związaną z mieszkaniem. Po szczegółowej analizie i decyzji podjęcia ryzyka opcja ta była nie do odrzucenia.
I tak rozpocząłem w ostatni poniedziałek marca życie w innym mieście. Już od jakiegoś czasu chciałem się tu przenieść. Bo jak pokazuje życie, czasami warto zaryzykować i spróbować. A jeśli jeszcze okoliczności temu sprzyjają, to warto podjąć ryzyko.
Na praktyce w telewizji lokalnej w Częstochowie nauczyłem się już dużo rzeczy, choć każdy dzień przynosi zawsze jakieś nowei pouczające doświadczenie. Ponadto opinia o mnie jest w miarę dobra, z tego co mnie słuch dochodzi. Zatem mam nadzieję, że już w najbliższym czasie szef podejmie decyzję i zaproponuje mi dobre warunki.
Jednocześnie z przeprowadzką rozpocząłem badania sanepidowskie do książeczki pracowniczej. Mam nadzieję, że będzie wszystko dobrze, to z książeczką sanepidowską będę mógł się zaczepić w jakiejś drugiej pracy. Bo student to takie zwierze, któremu nieco dodatkowej kasy się zawsze przyda. |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-25
ojejku - operator dźwięku!
|
Dziś to dzień mi inaczej minął. Dziś byłem operatorem dźwięku. Na wieży widokowej ratusza w Częstochowie, kręciliśmy materiał do nowej serii programu spotkań ze znanymi mieszkańcami i opowieściami o mieście sprzed lat. Niektóre historie są ciekawe.
Ale co ciekawsze, dziś to stałem z mikrofonem na wędce, czyli na długim rozsuwanym wysięgniku. Kurczę, ręce to po kilku minutach chciały odpaść. Na razie wolę jednak kamerę. :D
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-20
TV JAJO
|
Przychodzi taki czas, gdy za oknem sypie śnieg. W domu ubieramy choinkę. Na dworze lepimy bałwana i czekamy na prezenty od św. Mikołaja...
Ale! to już było! Teraz idą inne święta! Jednak... za oknem śnieg. No, to lepimy zamiast bałwana króliczka. Dzielimy się nie opłatkiem, ale jajem. I nie stawiamy choinki a stroik pełen ozdobionych jaj, i palemkę. Bo to przecież zaraz Wielkanoc!
W redakcji dziś było miło, bo mieliśmy małą imprezkę. Takie małe spotkanie jajeczkowo-wielkanocne. Krótka przerwa w pracy, a w sumie po pracy. Chwila na spotkanie się wszystkich tam pracujących, którzy mogli tylko przyjść.
Było to dla mnie fajne doświadczenie. Widzę, że w tej częstochowskiej telewizji panuje miła atmosfera i dobre relacje budowane na partnerstwie i zaufaniu. Nie to, co słychać o sztucznych emocjach na spotkaniach pracowników ze swymi szefami. To było coś innego. Przynajmniej tak to odczułem.
Fajny dzień... a teraz spróbuję skupić się na przeżywaniu świąt a w przerwach na pisaniu rozdziału magisterki, no bo kiedyś trzeba zacząć.. :/
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-19
czasem się słodzi, a czasem się pieprzy...
|
...i dziś przyszedł dzień, kiedy to pojawiło się to, co się tylko pieprzy. Czyli zrąbany materiał filmowy. Niesamowicie schrzaniłem dzisiejsze ujęcia. Co prawda news został jakoś uratowany przez mojego instruktora. Ale... sam nie jestem z siebie dziś zadowolony, bo zawaliłem banalnie prostą sprawę! Nie wiem jak to robiłem, ale kręciłem większość ujęć bez... włączonego nagrywania! A z kolei miałem je włączone, gdy tylko niosłem kamerę.
Na szczęście, jak to Darek powiedział mi wczoraj tak na luźnej rozmowie, w sumie nic mi się za to nie stanie. Bo tak: po pensji mi nie pojadą, bo nie pracuje tam jeszcze, no i z roboty mnie też nie wywalą... bo jak wywalić, kiedy mnie tam nie ma?! :D
A co do decyzji po ostatnich kryzysach okolicznościowych, postanowiłem pozostać w tej telewizji.
Po pierwsze, jak mi szef powiedział - jeśli teraz przerwę i potem będę chciał wrócić, to nie mam z czym wracać, bo nie będzie wiadomo, czy już się nadaję do samodzielnej pracy z kamerą. Po drugie, w najbliższym czasie ma być wprowadzany do działania nowy system emisji programu. I jeśli myślę poważnie o tej pracy, to lepiej, bym się uczył już od początku z innymi, jak to ma działać. Bo później, po ewentualnym powrocie byłbym daleko za innymi i nie ma pewności, że nadążę z tą zaawansowaną techniką.
Jutro kolejny, zatem dzień. I jak planuję, dla mnie ostatni przed świętami. :D |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-17
czas przeplatany
|
Wszystko się wali, ale jednocześnie też widzę kilka pozytywnych elementów. Bo oto nie otrzymam pomocy od tych, od których spodziewać mógłbym się w pierwszej kolejności. No, cóż... jak to mówi stare znane hasło: umiesz liczyć? licz na siebie! zatem będę musiał sam znaleźć jakieś wyjście z pewnej sytuacji, która staje mi na drodze do rozwoju zawodowego w kierunku operatora telewizyjnego.
A te lepsze strony, to kolejne moje wykorzystane ujęcia. W piątek kręciłem kilka materiałów. W tym jeden news został w znacznej części złożony z moich ujęć! Radość to dla mnie, bo pokazuje, że idzie mi coraz lepiej!
Poza tym dziś montowałem samodzielnie pierwszy raz materiał do działu bez komentarza. Taka próbka, by zobaczyć, czy opanowałem jako tako obsługę tego programu do montażu.
Pozostaje tylko kwestia samochodu. Nie mam własnego, a w pracy operatora jest to niezbędne narzędzie...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-13
wali się...
|
Mam nadzieję, że jakieś rozwiązanie się znajdzie, bo nagle wszystko przyspieszyło w dobrym kierunku. Kumpel zadzwonił z propozycją wynajmu mieszkania zarąbiście blisko miejsca mojej obecnej praktyki - i mam nadzieję przyszłej pracy - bo tylko po drugiej stronie ulicy jest biuro redakcji. I cena całkiem przystępna!
Ale... właśnie... się wszystko wali, bo nie mam wystarczających środków finansowych, by samodzielnie wystartować. A i po dzisiejszej rozmowie, widzę, że nie mam co liczyć na pomoc od kogoś, od powinienem się jej spodziewać w pierwszej kolejności. No, cóż... kolejne tylko rozczarowanie.
Jutro będę musiał poważnie pogadać z szefem telewizji o realności zatrudnienia. Bo chociaż z przyuczeniem wszystko idzie dobrze, i zaangażowanie moje jest wysokie. to jednak warunki materialne stają na drodze. Nie mam samochodu i zapowiada się, że chyba jeszcze nie będę miał, nawet tego co myślałem tylko na pierwszy miesiąc lub dwa. A bez samochodu to raczej nierealne dostać umowę, bo operator musi być mobilny. I jak już to poczułem wiele razy, samochód jest niezbędny.
Mam tylko nadzieję, że się jakie rozwiązanie znajdzie... bo inaczej to szkoda czasu i żal mi będzie tych dwu tygodni spędzonych z ekipami w terenie i redakcji...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-12
wielka produkcja, czyli trochę inne kręcenie kamerą...
|
Dziś to było nieco inaczej. Z moim uczestniczyłem dziś w kręceniu materiału na zlecenie jednej formy. Ma to być filmik promocyjny do wykorzystania na targach eksponujących działalność i produkty firmy.
I tu mnie spotkała na chwilę inna rolą niż tylko operatora...byłem kierowca wózka, w sumie widłowego - lub jak go tam zwał - na którym stał Darek z kamerą. No gdyby było więcej kabli, jakieś dodatki oświetleniowe, mikrofon na wysięgniku, sprzęt podglądowy i takie tam, to byłoby prawie jak w dniu, gdy ekipa Discovery na Jasnej Górze kręciła materiał do odcinka serialu o najciekawszych wydarzeniach w historii Polski... no i prawie, jak na profesjonalnym planie filmowym!
No, co prawda brakowało kilku elementów, ale było za to aktorstwo pracowników tej firmy.
A jutro dzień wolny... tylko i tak się trzeba będzie się zabrać za magisterkę...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2008-03-11
po weekendzie
|
Dzisiejszy dzień w redakcji minął tak, jakby był zwykłym dniem normalnej pracy. Przyszedłem o normalnej porze i po oczekiwaniu na operatora-mistrza, udałem się z ekipą na kręcenie materiału w terenie. Przyznam szczerze, że dzisiejsze newsy były nudne, no i udzieliło mi się już znowu lenistwo. Skutkiem tego, materiał który nakręciłem ja, wyglądał dla mnie jak na tzw. odwalenie. Czyli bez jakieś logicznej składni i kolejności oraz bez dbałości o szczegóły. Muszę się porządnie zabrać.
Jednak zdarzył się też mały wyjątek. Miałem ciekawą rozmowę z szefem. Dotyczyła ona błędów popełnionych przez ekipy w trakcie kręcenia i montażu dzisiejszych materiałów informacyjnych. W ramach poprawy sytuacji, zaproponowałem, aby robić przynajmniej raz w tygodniu konsultacje całych ekip, np. na podstawie najlepszego i najgorszego wg nich newsa z całego tygodnia. Miałoby to poprawić jakość kręconych materiałów. Jednak usłyszałem, że najlepiej byłoby takie konsultacje urządzać codziennie, ale z drugiej strony już coś takiego było robione. Jednak szef stwierdził, że jeśli nie dało to dobrych efektów kiedyś, nie znaczy, że teraz ma się nie udać. Ale trzeba to dobrze przemyśleć, jakby to się miało odbywać.
No, to jutro dalej obserwacja, nauka, praktyka...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-06
to juz tydzień... :)
|
Tydzień temu we wtorek wybrałem się do Częstochowy, by obok innych spraw dowiedzieć się o decyzję szefa TV Orion, bo sam nie dał znać, jak zapowiedział. Jednak po długim namyśle i stwierdzeniu, że jak tam dojdę, to może go już nie być - postanowiłem tylko zadzwonić. I tak w skrócie doszło do umówienia sie na spotkanie w studio. Poszedłem tam z propozycją zatrudnienia mnie jako dziennikarza-publicysty. Ale...
Okazało się, że to raczej jest niemożliwe obecnie. Jednak dostałem ciekawą propozycję. A już następnego dnia, i to już tydzień temu rozpocząłem przyuczanie do pracy w charakterze operatora kamery i montażysty.
Już po tym tygodniu stwierdzić mogę, że jest to praca fajniejsza niż to, z czym przyszedłem. No, i się uczę... :D
Jak już kiedyś wspomniałem, wolontariat europejski się już dawno skończył. Jednak dziś przyszła mi taka myśl, że on trwa nadal. W studio, gdy siedzę przy kompie, to jest to sprzęt z dwoma scalonymi monitorami - tak jak w mojej organizacji goszczącej w Austrii. Poza tym atmosferka taka sama jakby, tylko język zrozumiały, bo polski. Ale może to dlatego, że to początki i jakoś czuję się jeszcze lekko wyobcowany. Mam nadzieję, że integracją z ekipą pójdzie łatwo i szybko.... :)
Ale jutro dzień wolny, bo nie ma szefa, to i powiedział, bym i ja nie przychodził. Poza tym ja też mam ważną sprawę na weekend, który z powodu pewne wizyty i wyjazdu przeciągnie się do poniedziałku. Dlatego też do studia-mojego miejsca praktyki zawodowej, zajrzę dopiero we wtorek.
A od następnego tygodnia zacznie się seria własnych przygotowań, kręcenia i obróbki materiałów.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-05
w studio sobie panem być...
|
Dziś to mnie ciekawa niespodzianka zaskoczyła. Przybyłem do studia w o stałej ostatnimi dniami porze i usłyszałem, że mam poczekać na Darka. Miał przyjechać koło 10-tej, a było dopiero po 9-tej. No, i wszystkie ekipy pojechały sobie kręcić materiały, a ja... zostałem sam całkiem w studio. Normalnie dla mnie szok! Znamy się dopiero kilka dni, a i tak zostawili mnie samego z otwartą redakcją.
Jednak po ponad 20 minutach samotnego przebywania w redakcji, przybył szef, no i już nie byłem sam. Stwierdził tylko, że to musi być zaufanie, jak mnie już tak sobie zostawili. Ale fajnie było... przynajmniej miałem chwile, by nadrobić zaległości w lekturze publikacji związanych z pisaną pracą magisterską. Bo poprzedniego dnia, to w pociągu to nic nie czytałem. Ale co ja na to poradzę, jak wolałem z kumplami pogadać, co jechali tym samym pociągiem. Już taki jestem... :D
A tak technicznie, dzisiaj dotarł do studia nowy sprzęt do emisji i miałem się też temu przyjrzeć, by nieco wiedzieć, jak to działa. Bo jeśli będę tam pracował, to prędzej, czy później będę musiał poznać działanie tej maszynki i jej oprogramowania. W każdym razie, z tego co dziś widziałem, to można na niej niezłe i ciekawe bajerki porobić... hihihi....
A jutro... no, to jutro zobaczymy...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2008-03-04
pierwsze ujęcia
|
Jak myślałem, tak też się stało. A doszło do tego tak... dziś wyjechałem z ekipą kręcić własne obrazki do newsów. I trafiło się coś fajnego, a zarazem dobra akcja umożliwiająca łatwe nakręcenie wielu ciekawych ujęć. Było to na Jasnej Górze, gdzie kręcony jest jeden z odcinków filmu z serii "Było, nie było". jest to film nieco przygodowy, nieco naukowy, z dozą humoru.
Inne materiały były standardami informacyjnymi z życia mieszkańców. Poza tym sam kręciłem sondę uliczną. Mistrz kamery w stacji, po obejrzeniu moich ujęć, udzielił mi pochwały i rzekł, że jak na pierwszy raz są to dobre materiały. I muszę ten dzień zapisać w kalendarzu, bo jak powiedział nasz redakcyjny kolega, nieczęsto się zdarza, by tutejszy mistrz kamery kogoś chwalił za ujęcia.
Wiem, że może to być takie gadanie, coby mnie nie zniechęcić. Ale czyny mogą potwierdzić te słowa, bo kilka ujęć zostało wykorzystanych w ostatecznej, puszczonej na wizję wersji newsa. :))
No, to teraz już tylko więcej praktyki i samodzielnego działania... i mam nadzieję na formalną współpracę. Ale to się okaże w najbliższych tygodniach.
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
2
|
|
2008-03-03
oj, zaniedbałem się nieco...
|
Czasem lenistwo przerasta realne możliwości zrobienia czegokolwiek. Moje lenistwo często sięga nieba i nawet ciężko mi już tylko chociażby chcieć coś zrobić. Wolontariat europejski już się dawno skończył, jednak ja mam ochotę robić obecnie podobne rzeczy, jak w jego trakcie.
No i, kurcze, czasami trzeba coś zrobić, tym bardziej, że chce się coś zmienić. No i stało się! Mam nadzieję, że efektem będzie zamierzony cel. Bo od ubiegłego czwartku zacząłem pracę. Dokładnie jest to raczej forma przyuczenia do zawodu w formie wolontariatu. Na chwilę obecną nie dostaję wynagrodzenia, ale jak się wszystko uda, to będzie umowa-zlecenie. Kto się orientuje, to wie, że nie jest to szczyt marzeń, jednak na początek to chyba co najmniej dobra opcja... <mysli>.
Uczę się samodzielnej pracy z kamerą telewizyjną i montowania materiału filmowego do serwisu informacyjnego w telewizji w Częstochowie. W mieście moich marzeń, jak na początek kariery, a i też w mieście moich studiów wyższych.
Na razie w studio zapoznawałem się z podstawami konstrukcji sprzętu i pracy z kamerą. Wyjeżdżałem z obecną ekipą na kręcenie newsów w terenie, po czym w studio obserwowałem proces obróbki i przygotowaniu nagrania do puszczenia na antenie.
Jutro mam na wyjeździe z ekipą kręcić własne obrazki, aby potem je móc porównać z zawodowcem, który kręcić będzie ten sam temat. Mam nadzieję, że będzie przynajmniej dobrze i ciekawie. :D |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-12-30
|

|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-12-23
Dobrych Świąt!
|
 |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-12-11
Wolontariusze bez granic - Podkarpacie!
|
Wrzesień to czas, kiedy studenci przygotowują się po woli do rozpoczęcia nowego roku akademickiego... rozrywki i wieczornych szaleństw. Choć ja ostatnimi laty już tak nie szaleje. Niektórzy to przeciwnie - rozpoczynają bój, czyli kampanię wrześniową. Dzielnie stają do walki, by stoczyć bój z nieugiętymi wykładowcami. Metody są przeróżne. Sam swego czasu, miałem okazję wypróbować skuteczność niektórych.
Ale, w tym roku wrzesień dla mnie był to miesiąc innej kampanii. Wraz z małą grupą wolontariuszy, którzy podobnie jak ja przebywali na wolontariacie europejskim kiedyś tam, miałem okazję wybrać się na Podkarpacie. Tam w trakcie spotkań z młodzieżą w szkołach, domach kultury i innych, opowiadaliśmy innym o tym wspaniałym czasie w życiu, jakim jest pobyt na kilkumiesięcznym wyjeździe gdzieś w Europie...
Zapraszam do poczytania relacji z tej wyprawy oraz obejrzenia zdjęć!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
3
|
|
2007-12-08
OPAL 2007
|
OPAL to dla niewtajemniczonych, wspaniały konkurs i festiwal organizowany przez komendę hufca ZHP w Radomsku. Wspaniałe święto, które ma już długą tradycję i zawsze co roku w grudniu jest to kilka fajnych dni. Szkoda tylko, że życie czasem biegnie nie tak, jakby się chciało... ale w tym roku udało mi się przybyć przynajmniej na najważniejszą część - koncert finałowy oraz wręczenie nagrody im. druhny Rosi za kawał dobrej harcerskiej roboty. Szczegóły o festiwalu na stronie OPALU 2007.
Przy tym była to fajna okazja do spędzenia miłego popołudnia i wieczoru oraz szansa na chociaż chwilowe spotkanie ze starymi znajomymi...
Dobrej pracy harcerskiej życzę wszystkim!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-12-05
powstańczy sierpień '44... i ten trzeci...
|
Gdy już tylko dobiegły końca moje obecne podróże zagraniczne, wybrałem się w sierpniu z wizytą do stolicy. Głównym celem była wizyta u Przyjaciela. Ale przy okazji obchodzonej rocznicy powstania warszawskiego, wybrałem się z wizytą do muzeum poświęconemu temu wydarzeniu.
Muzeum to robi wrażenie dzięki zgromadzonym eksponatom. Dla miłośnika historii jest to raj informacyjny, i to nie tylko tej wielkiej historii, ale także zbiór opowieści o losach szarych ludzi - dziś znanych tylko z pozostałych resztek dokumentów...
Po raz drugi w życiu odwiedziłem grób ks. Popiełuszki. Pierwszy raz byłem tam w podstawówce. I wtedy pomyślałem sobie, że chcę tu jeszcze kiedyś przybyć choć na chwilę...
Ale też nie zabrakło rozrywki. Przy okazji zwiedziłem Multikino w stolicy. Shreek 3. :)) Tylko scenariusz, jak dla mnie naciągany, żeby śmiesznie było, chociaż film jako całość w miarę ciekawy.
Ponadto... Domiś, dzięki, że pomogłeś mi się przełamać! :)) |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-12-03
"Miasto marzeń - fabryka snów" - Klagenfurt!
|
Jak ten czas płynie... a ja nie napisałem od dawna notki na blogu. Mam nadzieję się poprawić! I mam nadzieję, że mi się to uda.
Wczoraj miłośnicy i kibice piłki nożnej naszej polskiej reprezentacji dowiedzieli się o składzie grup i miejscach meczy na Euro2008.
Dwa mecze naszych zawodników rozegrają spotkania na stadionie w bliskim memu sercu mieście - w Klagenfurt. A co jeszcze ciekawsze! - niecałe 10 minut piechotą od mojego miejsca zamieszkania w czasie pracy na wolontariacie europejskim! Stadion, na którym odbędą sie te dwa mecze, jest tak blisko akademika Mozartheim, że wychylając się przez okno mojego pokoju i patrząc w lewo, przed moimi oczami ukazywał swój obraz.
Chociaż osobiście wolałem patrzeć przez okno prosto, bo był to widok w kierunku jeziora, a po drodze uniwersytetu oraz na piękną panoramę pasma górskiego - to jednak świadomość, że w miejscu tak blisko położonym odbędzie się coś tak wielkiego, dawała mi radość!
Trzymam kciuki za naszą reprezentację i polecam dla tych, co się tam wybiorą, spacer wieczorkiem nad jeziorem Woertersee - miałem ten widok przez rok, ale jeszcze chce to mieć nie raz... |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-10-11
nie ma czasu na wspomnienia...
|
Wróciłem do domu z Austrii. Ale na jeden dzień.
Następnego dnia przybył do mnie Przyjaciel, aby razem pozałatwiać parę spraw. Udaliśmy się do Warszawy. Tam po dość długim czasie czekania na rezultat zorganizowania pewnego środka transportu, rozpoczęliśmy wyprawę na południe. Jednak w drodze zmieniliśmy u mnie samochód, po czym wyruszyliśmy dalej na południe, aż do jego rodzinnego miasta Sanoka. Tam po chwili odpoczynku zabraliśmy jego Ukochaną i teściów, aby razem pojechać już przez granicę aż do celu naszej wyprawy - małego miasteczka w rejonie słowackiego Popradu.
Podróż była straszna, ponieważ poldek nie wyrabiał często w drodze pod górkę. A zdarzały się wzniesienia o stopniu 12 procent. Widoki były super i wzniesienia początkowo nie robiły na mnie wrażenia, bo w Austrii było tego pełno. Ale samochodzik raczej miał inne zdanie.
W każdym razie z dużym opóźnieniem dotarliśmy w późnych godzinach wieczornych do domku, który był już zarezerwowany. Domek położony w dolinie. Otoczony stokami wysokich gór.
Atrakcje w trakcie tego pobytu były ciekawe. Zwiedziliśmy Dobsińską jaskinię lodową. Pływaliśmy w wodach termalnych akwaparku w Popradzie. A po poprawce pływania w wodach termalnych cieszyliśmy się słońcem w słowackiej Tatralandii.
Fajne kilka dni. W dodatku w towarzystwie Przyjaciela i jego Dziewczyny. No, jak na moje oko, to teściów wolę na wakacje nie zabierać... hihihi....
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-10-08
trwa dalej!
|
Postanowiłem nie uśmiercać mojego bloga. Chociaż wizyt na nim było mało, jednak pisałem wszystko dla siebie. Aby za jakiś czas popatrzeć i poczytać, co się fajnego działo tam, gdzie przeżyłem fajny rok z życia wzięty.
Obecnie opiszę stopniowo wszystko, co działo się po zakończeniu mojego wolontariatu europejskiego.
Zatem witam tych, co w jakiś sposób trafią na mój blog i życzę miłej lektury!
:)) |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-07-16
juz czas...
|
już czas wędrówki do domu...
 |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
4
|
|
2007-07-15
rzut okiem...
|
Dzisiejsze południe przyniosło ze sobą wielki rzut oka na okolicę. Wybrałem się rowerkiem na wieżę widokową zwaną Pyramidenkogel. Jest ona usytuowana nad Woertersee, w pobliżu miejscowości Maria Woerth, około 15 km od Klagenfurt.
Cudowne widoki na całe jezioro, nad którym spędziłem mijający rok; na miasto, które na te dwanaście miesięcy stało się moim domem i na otaczające mnie wokoło góry, które dawały duszy radość z powodu piękna natury.

I tak mija ta ostatnia niedziela... jutro się rozstaniemy, jutro stąd odejdziemy...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-07-14
ostatni rajd...
|
Dzisiejszy dzień był bardzo męczący. Wybrałem się rowerem na ostatni z zaplanowanych wstępnie szlaków po Karyntii. Była to trasa ponad 100 km z Klagenfurt poprzez Ferlach, Bad Eisenkappel i parę innych ciekawych miejsc.
Jest to szlak, którego najwyżej położony punkt to tzw. Schaida Sattel. Jest to punkt widokowy dający wspaniałe wrażenia dla oczu spoglądających na pasmo gór zwanych Karawanki. Jednak do tego punku wiodła mnie droga, która na pewnym odcinku osiągnęła nachylenie sięgające 12 %. Ale tym razem, choć wolałem oszczędzać siły i przeszedłem ten kawałek piechotą, nie było to takie straszne po doświadczeniu aż 18 % nachylenia w drodze na Loiblpass, czy Wurzenpass w minionych tygodniach.
Istotą dzisiejszego rajdu był fakt, że to ostatni taki wielki rajd szlakami Karyntio. Już po niedzieli nadejdzie czas, gdy powrócę na szlak ziemi rodzinnej, ojczystej... |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-07-12
wielki rowerowy rajd - słowiański szlak
|
Czas goni i dlatego przedostatni mój austriacki weekend wykorzystałem na wizytę na ziemi słoweńskiej. Nie przepadam za dużymi miastami, dlatego mój szlak zawierał trzy małe miejscowości położone na północy Słowenii, w pobliżu granicy z Austrią.
Droga zaczęła się w sobotę o godzinie 6 rano, gdy to wybrałem się na pociąg do miejsca rozpoczęcia wyprawy rowerowej od stacji Neuhas an der Gail. Już na początku wyprawy pojawiła się niesamowita niespodzianka! Przyszło mi zmierzyć się z dużym nachyleniem terenu. Pierwsza osiemnastka, bo tyle procent nachylenia wynosi ten odcinek drogi z Riegersdorf na Wurzenpass. mając jednak w perspektywie pewna liczbę kilometrów przez Słowenię, wolałem ten ostry odcinek przebyć piechotą. Swoją drogą nie był on długi, tylko kilkaset metrów. Gdy było juz miło i pięknie, to... była to bajka! Za pewnym zakrętem w malowniczym zakątku, przy drodze pojawił się interesujący znak. O, nie! Kolejna osiemnastka! To już drugie takie nachylenie terenu na odcinku kilkuset metrów! No, i poszedłem znowu piechotą. Wolałem zachować siły na później. Michal, pewien Słowak mówił, że jest to krótki odcinek do granicy, ale bardzo trudny i ostry. Chciałem sam zobaczyć, no i... sporą część przeszedłem się piechotą, ale po niecałych dwóch godzinach byłem na granicy.
Z przejścia granicznego Wurzenpass, tylko jakaś godzinka i byłem już w miejscu, gdzie znajdował się jeden z moich celów. Dwa kilometry od miejscowości Kranjska Gora, jest pewne piękne jezioro Jasna. Woda niesamowicie czysta, otoczona białym brzegiem. Nad jeziorem widok wysokich gór, które kryją za sobą największy szczyt - Triglav. A nad taflą wody stoi pewne zwierzę. Jest to Zlatorog, legendarny i mityczny kozioł. Posąg z brązu przypomina dawną historię nieszczęśliwej miłości...
Zatopiony w myślach o tej historii, podążyłem dalej moim szlakiem, by dotrzeć do drugiego celu. Po drodze minąłem miejscowość Jesenice. Zwykłe miasto, jak inne. Tylko, jeśli ktoś chciałby korzystać z usług kolei słoweńskiej, to polecam zorientować się odpowiednio wcześnie. Kasa biletowa otwarta tam jest, według informacji na okienku, tylko dwa razy w ciągu dnia, po kilka godzin. Liczbą połączeń do Villach w Austrii, stacja ta też nie grzeszy... Dlatego zapowiadało się, że przede mną droga powrotna również rowerkiem...
Ale to nic. Dojechałem wreszcie do drugiego celu - jezioro Bled. Malowniczy, turystyczny region. Małe jeziorko z wyspą w środku. Na wyspie kościół, do którego prowadzą schody prosto z wody... ponieważ na wyspę można dopłynąć łodzią prosto pod same schody. Transport łódką na wysepkę, przypominać może Wenecję. Jednak z powodu ograniczenia czasem, nie doświadczyłem przyjemności chwili pobytu na tej wysepce. Ale widoki naokoło jeziora też są wspaniałe! Droga spacerowa wokół tafli wody ma około 6 km, więc jest to spokojny spacerek na przed- lub popołudnie. Nad brzegiem, na wysokiej skale stoi zamek, którego widok z wysepką pośrodku jeziora oraz górami w tle - po prostu zapiera dech w piersiach! Są takie rzeczy, które trzeba zobaczyć na żywo!
Po dwóch godzinkach spędzonych nad tym cudownym jeziorkiem, wybrałem się w drogę powrotną. Miałem ochotę załapać się na pociąg do Villach ze stacji w miejscowości Lesce Bled. Jedzie on tylko pół godziny, to byłbym w domu już koło 19. Ale... przyjechałem na dworzec kilkanaście minut za późno, a następny pociąg za cztery godziny. To pojechałem rowerkiem do Jesenic, może tam coś będzie z Ljubljany jechać. Jednak i tu następny pociąg był dopiero za ponad trzy godziny. Postanowiłem, więc pojechać rowerem do Kranjskej Gory. Wiedziałem, że jeśli już tam pojadę, to drogą powrotna tylko rowerem, bo nie ma tam linii kolejowej. Czasowo było to bez większej różnicy z godziną jazdy pociągu. w dodatku nie wiedziałem ile będzie kosztował bilet z rowerem i czy w ogóle da radę przewieźć rower pociągiem. Na dworcu w Klagenfurt, dostałem informację, że ten pociąg akurat nie przewozi rowerów. Same znaki zapytania...
Ale pojechałem już rowerem. Dystans między Bled a Kranjska Gora to ponad 40 km. Tam już tylko kawałek do Podkoren i dalej około 3- 4 km do granicy. Tylko tym razem pod górkę, haha! A że siły juz na wyczerpaniu - spacerek murowany. I tak o godzinie 21 byłem znów na granicy, na Wurzenpass. Myślałem, że zdążę na pociąg z Villach przed 22, ale nie dało rady. I zostało oczekiwanie prawie dwie godziny na ostatnie połączenie z Klagenfurt. Po dniu z około 140 km jazdy rowerem, wreszcie położyłem się na moim kochanym łóżeczku już po pierwszej w nocy.
Wspaniały dzień!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-07-02
ta ostatnia...
|
Kolejni już studenci opuszczają granice Klagenfurt i Austrii. I robi się pusto. Znowu idzie nuda, jak latem poprzedniego roku. Z różnicą, że rok temu to dopiero się wszyscy zjeżdżali... a teraz, jak w jednej z moich ulubionych harcerskich piosenek pożegnalnych: przyjdzie rozstań czas i nie będzie nas, na polanie tylko pozostanie, po ognisku ślad...
Już niedługo także i samotny wędrowiec opuści tę krainę, bo i na niego przyjdzie czas wyjazdu za dwa tygodnie.
Znowu zaczyna wiać pustką i nudą...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
5
|
|
2007-07-02
ostatnio po drodze...
|
Ostatnie tygodnie były nieco bardziej aktywne. Po workshopie, trzy śniadania europejskie z organizacją koordynującą mój wolontariat. Były to spotkania w kilku szkołach na terenie Karyntii. takie sobie prezentacje programu dla młodzieży i rozmowy o wolontariacie.
Niedziela była bardzo męcząca, ale sam tego chciałem. Wybrałem się rowerem na bardzo trudną wyprawę. I przyznam szczerze, że miałem jedną chwilę zwątpienia i chciałem zawrócić. Na początek odcinek kilkunastu kilometrów do miejscowości Ferlach w stronę granicy ze Słowenią, a potem znowu kilkanaście kilometrów... ale z niezłym nachyleniem terenu! Ostre zakręty, niekiedy kilkaset metrów w górę na odcinku kilkudziesięciu metrów. Wiele razy prowadziłem rower piechotą, bo już nie wyrabiałem. Zainteresowani szczegółami mogą zobaczyć wykres poziomu po linkiem tutaj.
Ciężko było, ale chciałem dojechać do pewnego miejsca - tunelu Loibl i jednocześnie przejścia granicznego między Austrią a Słowenią. I przy okazji czytając na miejscu pewną tablicę pamiątkową, która jest tam wyryta po polsku! - dowiedziałem się jak powstał tenże tunel. A budowali go więźniowie obozu nazistowskiego, w tym wielu Polaków.
A w minioną niedzielę wybrałem się na długą wyprawę rowerem wzdłuż rzeki Drau, na odcinku z Villach, przez okolice Faaker See, aż do Ferlach. Łącznie z kręceniem się po okolicach będzie jakieś 100 km. Ale co to jest? Chociaż teren czasami dla nie wprawionych może być trudny...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-06-27
pożar
|
Dzisiejszy poranek przyniósł nieszczęście... jeden pokój w akademiku spalony całkowicie. Wyrazy współczucia dla poszkodowanych!
Więcej szczegółów pod linkiem lokalnych wiadomości.
Studenci - trzymajmy się razem!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-06-10
historia rycerska
|
Dzieje rycerza, co smoka zabija, a wnet do komnaty w wysokiej wieży rusza... by wydobyć spod władzy ziejącego ogniem potwora, piękną królewnę. Oważ w samotni czeka na pocałunek miłości... i jak to rzekł sir Shreek - no to sobie jeszcze poczeka! Los bowiem owego rycerza zakończony...

Sobotni workshop został ukończony sukcesem. I choć burza wielka ogarnęła na czas jakiś świat, powaliwszy gałąź wielką na oblicze zamkowej ziemi, stół biesiadny połamała. Lecz to nam straszne nie było. Wszyscy bowiem schroniwszy się pod dachem dziedzińca, okropności burzy owej uniknęli.
Ranek przywitał nas słoneczkiem, które oświetlało wielką budowlę kościoła katedralnego w mieścinie Gurk zwanej. Następne, zaś chwile sprawiły, żeśmy znaleźli się na zamku wysoko postawionym, na samotnej górze pośród otwartej przestrzeni. Zamek ten Hochostervitz zwanym jest. A warowny, że nikt go zdobyć w przeszłości nie zdołał.
Tam to odbyło się spotkanie dworu. Tam to też rycerz z dalekiego kraju przybywszy, smoka straszliwego pokonał, i wnet piękną dziewice za żonę pojął...
Legenda ta działa się niedawno całkiem i pewnie znajdą się ci, co ją kiedyś na myśl przywołają, by westchnąć nad losem rycerza i królewny jego....
Dziękuję wszystkim, którzy w tej legendzie żyli choć tych kilka chwil!
Jeden z uczestników umieścił fotki z tego workshopa w galerii... do obejrzenia pod linkiem galerii Przemka (tu kliknij). Dzięki!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-06-08
pierwszy? ostatni?
|
...który, to zdecyduje już historia. jutro wielki, a może i zwyczajny dzień na austriackiej ziemi. Ale ten jutrzejszy przyniesie pewną akcję. Jutro mój pierwszy workshop - takie sobie warsztaty. A dokładniej zwiedzanie kilku ciekawych miejsc, potem obiad i zajęcia aktywizacyjne na terenie zamku Hochostervitz. Podobno to jedyny zamek, którego nie zdobyli Turcy w czasie swoich wypraw na Europe. Ale to inna historia...
Mam nadzieję, że pogoda będzie dobra, gdyż dużo rzeczy jest zaplanowanych do wykonania na wolnej otwartej przestrzeni... a dziś padało i słońce czasami wyjrzało zza chmur.
Dobrego weekendu! :))
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-06-08
World weit weg!
|
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-06-06
no i po śniadaniu..
|
Rano byłem sobie w szkole, cob pogadać z tutejszą młodzieżą o programie europejskim dla młodych. Takie tam pogawędki o wolontariacie europejskim... przy założeniu, że ktoś ma pytania szczegółowe po małej prezentacji i przemowie... :))
A po południu jeszcze taka trochę większa impra informacyjna, zwana JugendMesse, połączona z koncertem kilku grup muzycznych z Austrii, Słowenii i Włoch.
A potem... jutro dzień wolny! A w piątek lenistwo i pewnie mały stresik przed pierwszymi zajęciami warsztatowymi, które sam zaplanowałem, a teraz przyjdzie czas, by dzieła dopełnić...
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-06-01
|
a przy okazji, bo zapomnę... na stronie: mojej organizacji koordynującej, w plikach do ściągnięcia/otwarcia... pod trzecią pozycją od dołu ( Download Bereicht - Jugendbegegnung/Water is our treasure),...na końcu artykułu znajduje się moja relacja z wywiadu nt. EVS! Zapraszam do lektury! |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-06-01
yeah !!!
|
yeah !!! są ludzie - będzie workshop! nawet szef w biurze był miły, jak zobaczył listę uczestników! pół Europy się zjedzie... no, przynajmniej po kilka osób z kilku krajów.
No to teraz się biorę za szczegóły planu dni i jaki plan awaryjny!
Chociaż pewna chmura się już zbiera nad pewną sprawą. Czemu wiadomości zawsze parami chodzą?
Dobrego weekendu! |
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-05-30
trudna współpraca
|
Czasami robienie czegoś razem, to trudna sztuka. A trudniejsza, gdy inni mówią innym językiem. Czasami trudno się dogadać z powodu braku słów, gdy trzeba o czymś opowiedzieć tak, by inni zrozumieli oraz by zrozumieć innych.
Obecnie zaistniała pewna trudność związana z poszukiwaniem ludzi, którzy chcieliby wziąć udział w organizowanych przeze mnie warsztatach. Do czwartku potrzebuje mieć listę z minimum dziesięcioma uczestnikami. Mam nadziej, że się to uda. Jeszcze dziś maja dać znać kolejne znane mi osoby i mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie! Atrakcje zaplanowane są warte tego, by w nich uczestniczyć! W oczekiwaniu na wieści, pozdrawiam wszystkich Czytelników!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
2
|
|
2007-05-24
taka sobie refleksja
|
Wczoraj myślałem, że się spawiuje. Wybrałem się z pomocnikiem z biura w dwa miejsca w okolicy, aby przygotować dwa zajęcia warsztatowe. Piękna okolica, a pobliski zamek Hochosterwitz jest wspaniały. Położony na samotnej górze pośród wzniesień. A potem park, w którym można zobaczyć resztki pierwotnego osiedla ludzkiego na tych terenach. Ale... drogi do zamków są kręte, ciągle w lewo i prawo tak w kółko. A jak połączyć to z prędkością, jaką mój współpracownik prowadził samochód, to się cieszę tylko, że jednak wytrzymałem. Bo kurde, bym zakolorował świat, tym bardziej, że za karuzelami nie przepadam. Ponadto dla bezpieczeństwa nie polecam szybkiej jazdy po lokalnych drogach, bogatych w niespodziewanie krótkie i ostre zakręty. Ale to jest nic. Najważniejsze jest, aby chociaż 10 osób wzięło udział w tych warsztatach i będę zadowolony. Taki mały sukcesik w pracy, bo i się tak naprawdę za robotę wziąłem dopiero ostatnio, choć i to jeszcze ciężko jest nazwać pracą. Bo i dużo to się nie narobiłem. I dobrze! Byle tylko ze dwa workshopy były udane!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
5
|
|
2007-05-15
|
Samolot odrywa sie od ziemi...
Kiedy mezczyzna placze, to musi byc cos wielkiego i waznego. Tak mi kiedys powiedzial ktos, kto wiele juz w zyciu widzial. Ale slowa jego zrozumialem wiele miesiecy pozniej. A dzis po raz kolejny zrozumialem ich sens...
Samolot unosi sie juz w powietrze. A ja z dlonia przylozona do szyby... wolalbym zostac. Zostac, bo tam na dole sa ludzie, z ktorymi chcialbym zostac... ale trzeba wrocic, skonczyc, co zaczete. Bo i niekiedy trzeba sie jak ten samolot, oderwac od tego co jest, aby moc zlapac swiezego powietrza i z perspektywy chmur zobaczyc plan przyszlosci.
Wrocilem dzis po drugiej wizycie u Przyjaciela i jego Ukochanej, ktorzy przebywaja obecnie w Anglii. Jednak tym razem pogoda nie zachecala do wypadu na Londyn. Ten weekend pokazal typowa anglieska pogode... ciagle padal deszcz z krotkimi przerwami. Dlatego tez spedzilem tych kilka dni we wspanialym towarzystwie, w malej miescowosci angielskiej. Szkoda tylko, ze te dni sie juz skonczyly...
Ale tez bylo bardzo wesolo. Bowiem postanowilem sie ponownie poddac pod reke fryzjera, a byl nim moj Gospodarz. Tylko nie za bardzo nam szlo... az w koncu wyszlo prawie lyso! Po drodze powstaly dosc ciekawe dwie fryzury, chociaz ostatecznie powstala trzecia. Przyczyna bylo, ze chcialem pokazac i objasnic, o co mi chodzi. To tak objasnilem, ze juz trzeba bylo calkiem wyrownac co nieco...

A jutro znowu praca. A moze wreszcie praca. Choc taka, ze duzo tego nie ma. Ale dobre i to, zeby chociaz co kolwiek zrobic! haha!
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-05-06
wyscig z deszczem
|
Tutaj majowki nie bylo... bo w Austri swietuje sie tylko 1. maja. Ale i tak mialo byc pieknie, mialem jechac zobaczyc walki rycerzy itp., chcialem sie wybrac ze studentami na rowerze dokola jeziora jakies 50 km. Ale jak popatrzylem w niebo, to stwierdzile, ze jestem troche podchorowany, wiec lepiej dam sobie w zyle i posiedze w miescie.
Wybralem sie tylko na przejazdzke do Poertschach, a tam zlapal mnie deszczyk, a jak wracalem to juz caly mokry bylem.
Majowka minela w miare fajnie, ale wczoraj zaczely sie deszcze, a teraz to sie nawet blyskotrzaski na niebie pojawily. I chcialem sie wybrac na spacerek nad jeziorko, ale zaczelo padac... i pada do tej pory... mocniej i mocniej... chyba idzie porzadna burza?
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
2007-05-05
majowka
|
Austria nie ma takiego zwyczaju i tu nie mialem tylu swiat, choc swietuje codzien dzien lenia. Ale widac, ze polskie wladze chca naprodukowac wiele niepotrzebnych swiat, ktore i tak nie beda przestrzegane, a tym bardziej swietowaen nalezycie. Bo jak supermarket dzis zastepuje kosciol w niedziele a wyjazd na dlugi weekend daje mozliwosc oderwania sie od rzeczywistosci, tak nowe swieta nawalane na ten czas nie przyniosa zamierzonego skutku. Chyba, ze tylko beda kolejnym motywem tzw. spedu bydla pozostajacego w domu na uroczystosci lokalne, co i tak swoja droga jest trudne... ale to juz rola politykow.
Dopiero za granica czlowiek moze zobaczyc co to jest tak na prawde kraj, ojczyzna. Bo poza ziemia rodowa widac wszelkie roznice. Czasami sa to piekne sprawy i ciekawe lekcje wzajemnej tozsamosci, ale tez moga byc przyczyna konfliktow wlasnie z powodu roznic w patrzeniu na swiat. Wszystko to kwestia dogadania sie i dojscia do jakiegos kompromisu. I dla jednych zycia poza krajem bedzie czyms wspanialym, bo dobrze sie da zarobic, a dla innych lepsze bedzie zycie w kraju niezaleznie od okolicznosci gospodarcyzch i politycznych. Wybor jest twoj!
Dopiero bedac za granica czlowiek zastanawia sie nad tym, co to jest ojczyczna i co to znaczy byc patriota. I warto o tym czasem pomyslec, dojsc do jakiegos wniosku, podjac pewne postanowienia i je realizowac. A w Europie, ktora podobnmo sie jednoczy, a tak w sumie chodzi o dominacja gospodarcza, ostanio slychac wiesci, ze w Szkocji sa tacy, ktorzy chca jej niepodleglosci, choc juz wiele czasu byli zlaczeni z Anglia pod szyldem United Kingdom.
Kto wie, moze sie w Europie na nowo wznieca ruchy narodowe. Bo czyz historia nie toczy sie kolem?
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
1
|
|
2007-05-03
|
|
|
Dolacz swoj slad do obecnych:
0
|
|
| << | Styczeń 2012 | |
| Pon | Wt | Śr | Czw | Pią | Sob | Nie |
| | | | | | 1 |
| 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 |
| 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | | | | | |
Zostaw swoj slad na mej drodze lub poptrz na kroki moich towarzyszy... w Ksiedze 
Dobre strony:
Moj profil austriacki
Trampolina - polskie EVSy
Wiesci ze swiata EVS -Latvija nadaje!
Losy Olci Blogerci w Klagenfurt |